25 kwietnia 2026

Prolog

    Ciche pukanie do drzwi sprawiło, że szczupły mężczyzna, ubrany w grafitowy dopasowany garnitur od najlepszych projektantów, fular zamiast muszki oraz poszetkę w tym samym kolorze – ciemnofioletowym – podniósł głowę znad papierów, które właśnie przeglądał.

Wejść – rzucił krótko, starannie zamykając teczkę z dokumentami.

– Szefie, znaleźliśmy ją – równie szczupły, ale już nie tak elegancki mężczyzna, wszedł do pomieszczenia i dokładnie zamknął za sobą drzwi. – Używa nazwiska matki, Rencklaw.

– Znakomicie – mężczyzna siedzący za biurkiem skinął głową z aprobatą. – Nie spuszczajcie jej z oczu. Chcę znać każdy jej ruch i każdą minutę życia.

– Tak jest, szefie. Cały czas ktoś jej pilnuje – przybyły odwrócił się, żeby wyjść, ale zatrzymał go głos przełożonego.

– To za mało, Larson. Potrzebuję kogoś, kto będzie miał dostęp nie tylko do niej, ale też do jej mieszkania i miejsc, gdzie bywa.

– Kogoś, kto będzie tam bywał razem z nią? – upewnił się mężczyzna nazwany Larsonem.

– Chyba nie muszę ci tłumaczyć? – jego szef spojrzał na niego lodowato i z dezaprobatą. Czasami miał wrażenie, że musi wszystko wszystkim wyjaśniać od podstaw.

– Oczywiście, że nie szefie – Larson spuścił głowę, nieco zawstydzony. – Wszystko jak zwykle? Teczka, biometria?

– Larson – mężczyzna za biurkiem spojrzał z niesmakiem i irytacją. – Czy to twój pierwszy raz?

– Nie, szefie.

– To nie zadawaj głupich pytań. Jutro rano chcę raport.

Tak jest – z tymi słowami Larson wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi.

Jego szef przez chwilę wpatrywał się w ścianę, a następnie wrócił do czytania leżących na biurku dokumentów.