7 października 2016

Rozdział 62

            Olga była w połowie zdjęć, kiedy trzasnęły drzwi wejściowe, a po chwili w progu stanął Max. Sportowa elegancja, którą prezentował swoim strojem, uświadomiła Oldze, gdzie najprawdopodobniej był.
- Gdzie byłeś? - zapytała mimo wszystko, taksując go wzrokiem.
- Sprawdzałem coś – odpowiedział, zdejmując marynarkę i wieszając ją na oparcie krzesła.
- Sprawdzałeś? - uniosła brwi.
- Sprawdzałem – potwierdził. - Mój nos mówił mi, że to może być ważne…
- Mnie mój nos mówi, że to „ważne” pachnie kolejną podrywką – Olga zamknęła laptopa i podniosła się z kanapy. - Wykąp się, bo walisz tanimi perfumami. Mógłbyś sobie poszukać zamożniejszej panienki, którą będzie stać na nieco lepsze zapachy – dodała złośliwie i poszła do sypialni. Max westchnął, a potem się skrzywił. Faktycznie śmierdział jakąś tandetną wodą toaletową.

            Olga odłożyła komputer na łóżko, sama położyła się obok i wyciągnęła z kieszeni dżinsów komórkę. Max, nie zostawiając jej wiadomości, gdzie idzie, wkurzył ją, ale wracając śmierdzący niczym podrzędna perfumeria, wkurzył jeszcze bardziej. Chociaż wiedziała, że chodzi na panienki i w sumie sama dała mu na to przyzwolenie, to jednak bolało. Wciąż tego dupka kochała i nie potrafiła ot, tak, na pstryknięcie palcami, pozbyć się tego uczucia. Usłyszała szum wody dobiegający z łazienki i lekko się uśmiechnęła. Chyba wziął sobie do serca jej słowa, bo jednak poszedł wziąć prysznic. Do pokoju wszedł kilka minut później, z mokrymi włosami i owinięty mokrym ręcznikiem.
- Nie miałeś żadnej bielizny? – Olga uniosła brwi na jego widok. Wciąż się jej podobał i wciąż na nią działał.
- Zapomniałem zabrać – odparł, sięgając do szuflady komody. Jednak zatrzymał się w połowie gestu i spojrzał przeciągle na kobietę. – Ale skoro zajęłaś już taką kuszącą pozycję… grzechem byłoby nie skorzystać – uśmiechnął się diabolicznie, zrzucając ręcznik na podłogę i niemal wskakując do łóżka. Olga pisnęła, odruchowo się odsuwając, ale nie zdążyła uciec. Przygwoździł ją do materaca, całując i pieszcząc, tłumiąc w zarodku rodzący się w niej protest.

            Kiedy godzinę później zmęczona Olga zasypiała, Max wyciągnął się obok i lekko uśmiechnął. Udało mu się odwrócić jej uwagę od jego wyjścia. Szczerze, myślał, że zdąży wrócić przed nią, ale całość zajęła mu znacznie więcej czasu. Zauważył też, że była nieco bardziej podekscytowana, najwyraźniej coś się wydarzyło. Był ciekaw co, ale nie pytał, żeby jej nie przypominać. Chociaż Olga należała do kobiet, które nie zapominają. Kiedy upewnił się, że usnęła, ostrożnie wstał z łóżka. Interesowało go, co znalazła i co sobie zapisała w swoich notatkach. Już dawno złamał hasło do jej komputera i od czasu do czasu przeglądał zapisane w nim pliki. Teraz, kiedy osobiście miał interes, żeby storpedować to śledztwo, tym bardziej musiał je sprawdzić. Zabrał laptopa z podłogi i wyszedł z sypialni. Bez problemu dostał się do komputera kobiety i zaczął przeglądać zdjęcia i czytać notatki.

            Olga przebudziła się kilka minut później. Coś jej nie pasowało, ale w pierwszej chwili nie mogła stwierdzić co. dopiero po chwili dotarło do niej, że jest w sypialni sama, a miejsce obok jest puste. Max zniknął. Była ciekawa, czy wyszedł całkiem, na kolejne tajemnicze spotkanie, czy po prostu zmienił pokój. Po cichu, sama nie wiedząc właściwie czemu, po prostu posłuchała instynktu, wstała i ruszyła na poszukiwania męża. Znalazła go bez problemu, siedział w salonie na sofie i grzebał w jej komputerze.
- Nie do końca rozumiem, czego tam szukasz – odezwała się, opatulając się mocniej szlafrokiem i opierając barkiem o futrynę. Max aż podskoczył na dźwięk jej głosu. Zaklął w myślach, nie spodziewał się, że tak szybko się obudzi i zacznie go szukać.
- Masz coś do ukrycia? – zamiast się tłumaczyć, zaatakował.
- A jakie to ma znaczenie? – zirytowała się. – Mam, czy nie mam, nieważne. Ważne, że grzebiesz w moim komputerze, bez mojej wiedzy i zgody. Ba, specjalnie wyczekałeś, aż usnę! Czego tam szukasz? – oderwała się od futryny i stanęła przed nim w rozkroku, z ramionami skrzyżowanymi na piersi. – I skąd znasz hasło??
- Podałaś mi je kiedyś…
- Nie chrzań! Nigdy nie podawałam ci hasła do laptopa! Włamałeś się! – oskarżycielsko wyciągnęła palec w jego stronę.
- Proszę – Max poderwał się gwałtownie i podał jej sprzęt. – Twoja zabawka. Nie irytuj się tak…
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie! – agentka odruchowo wzięła komputer, bo jej partner był jeszcze gotów rzucić nim o podłogę. Ewidentnie odwracał kota ogonem, czy zdenerwował ją jeszcze bardziej.
- Nie. I nie zamierzam. Nie podoba mi się, że oskarżasz mnie o Bóg wie jakie niecne rzeczy! – Max uznał, że w tej sytuacji najlepiej będzie zrobić awanturę o brak zaufania niż się tłumaczyć. I wyszedł.
- Bo szperasz w moich rzeczach! – Olga poczuła się głupio, że będąc pokrzywdzoną, jeszcze musi się tłumaczyć.
- Po prostu upewniam się, że nic ci nie grozi! – Max znów pojawił się w salonie, tym razem już ubrany w spodnie i koszulkę. – Chcę wiedzieć nad czym pracujesz i co już masz. Gdybyś na bieżąco mnie informowała, nie musiałbym sobie radzić w taki sposób!
- Nie wierzę, że przerzucasz winę na mnie za swoje wpadki!
- Nie dramatyzuj – prychnął z niesmakiem. – Wychodzę.
- Dupek – warknęła pod nosem, ale odpowiedzią było tylko trzaśnięcie drzwiami. Olga pokręciła głowa z niedowierzaniem. Gdyby nie wstała, nawet by nie wiedziała, że grzebał w jej komputerze. Wzięła laptopa i szybko sprawdziła, które pliki otwierał. Wszystkie dotyczyły aktualnej sprawy. Skoro zbytnio jej nie pomagał, to po co mu były te wszystkie informacje?

            Max wyszedł przed kamienicę i odetchnął głęboko. Tym razem się udało, ale w głupi sposób stracił możliwość kontrolowania śledztwa. Pokręcił głową, nie mogąc uwierzyć, że był tak głupi i dał się przyłapać niczym świeżo upieczony agencik. Prychnął pod nosem i sięgnął po telefon. Zdecydowanie należało wszystko przyspieszyć.

            Nieświadoma intencji swojego męża Olga uznała, że trzeba się bardziej zabezpieczyć. W pierwszej kolejności zmieniła hasła do laptopa, potem zaszyfrowała wszystkie ważne pliki oraz foldery, żeby na końcu wrócić do zrobionych wcześniej zdjęć. Zwłaszcza jedno przykuło jej uwagę. Zrobione przed hotelem, tuż po wybuchu i odjeździe Nikolic'a. Fragment samochodu. A raczej fragment stalowej felgi. Była pewna, że już ją wcześniej widziała, ale za cholerę nie mogła sobie przypomnieć gdzie i kiedy. Im bardziej wysilała umysł, tym gorzej jej szło. W końcu, zrezygnowana, zamknęła komputer i oparła głowę o zagłówek sofy.

            Z zamyślenia Olgę wyrwał dzwonek telefonu. Mimo, że nie chciała już się skupiać na tej całej sprawie, odpocząć nieco, to i tak przed oczami cały czas przesuwały jej się obrazy z nią związane. Co męczyło ją jeszcze bardziej. Dlatego sygnał komórki przywitała z ulgą. Spojrzała na wyświetlacz i uśmiechnęła się, lekko zaskoczona.
- Słucham – rzuciła, po odebraniu.
- Masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór?  – po drugiej stronie odezwał się Aleksander. – Jestem z Zurychu do jutra i moglibyśmy się spotkać…
- Nie mam planów i z przyjemnością się z tobą spotkam – odparła bez zastanowienia. To był impuls, poczuła, że musi spotkać się z nim zobaczyć. To było prawdziwe zrządzenie losu.
- Nie spodziewałem się tak szybkiej odpowiedzi, ale muszę przyznać, że bardzo mi się to podoba. Gdzie wysłać auto?
- Wyślesz szofera? Liczyłam na osobistą asystę – zakpiła.
- Osobiście zajmę się tobą później – w głosie Saszy zabrzmiała obietnica. – A od asysty mam odpowiednio wyszkolonych ludzi. Gdzie?
- Niech ci będzie – Olga westchnęła i podała mu adres dwie ulice dalej. – Jaki strój obowiązuje?

- Jakikolwiek chcesz. I tak wszystko zaraz z ciebie zdejmę – odpowiedział jej, niezwykle poważnie, Aleksander, po czym się rozłączył. Olga pokręciła głową z rozbawieniem. Lubiła tę jego stanowczość. Poczuła podekscytowanie na myśl o spotkaniu. I podniecenie. Po sekundzie uświadomiła sobie, że jej kochanek nie podał godziny, a to znaczyło, że zaraz ktoś będzie. Z tą myślą poderwała się i pobiegła do sypialni. Musiała wziąć prysznic i poszukać jakąś seksowną bieliznę.